Jaki mamy cel?

Główny cel jaki nam przyświeca zawiera się w haśle Rowerowy Wrocław. Chcielibyśmy, aby Wrocław stał się prawdziwie rowerowym miastem. Obecnie jest już jednym z najbardziej rowerowych miast Polski, ale wciąż daleko mu do miast rozwiniętej części Europy na zachód i północ od naszej granicy. Mierzymy wysoko i czerpiemy wzorce od najlepszych. Znane miasta rowerowe są jednocześnie miastami o najwyższym poziomie jakości życia. I taka jest nasza intencja, żeby Wrocław, dzięki rowerom stał się miastem, w którym wszystkim żyje się znacznie lepiej niż teraz.

Co „rowerowe miasto” oznacza w praktyce?

W praktyce oznacza to, że Wrocław staje się miastem, w którym panują bardzo dobre warunki do jazdy rowerem i to zarówno tej rekreacyjnej, jak i tej, służącej codziennym podróżom. Jazda rowerem na terenie miasta staje się wygodna i bezpieczna. 100% celów i źródeł podróży staje się dostępne rowerem. W pewnych obszarach, np. w ścisłym centrum miasta czy na terenach rekreacyjnych rower, ze względu na zalety, jak tzw. „ekologiczność” czy niskie zapotrzebowanie na przestrzeń, traktowany jest jako pojazd priorytetowy. Jazda rowerem staje szybsza i wygodniejsza niż innymi środkami transportu.

Jak powinno być?

W mieście musi powstać spójny system tras rowerowych, którym można realizować podróże z dowolnego punktu A do punktu B. Trasy takie w większości powinny być wyposażone w wysokiej jakości drogi dla rowerów, oddzielone od ruchu samochodowego i tylko w szczególnych przypadkach, gdy nie zagraża to bezpieczeństwu (ani poczuciu bezpieczeństwa) rowerzystów, przebiegać po pasach ruchu dla rowerów, lub ulicami o ruchu uspokojonym. Pozostałe ulice muszą być przyjazne rowerzyście, a wszystkie ulice jednokierunkowe powinny dopuszczać ruch rowerem w obu kierunkach. System tras głównych do jazdy codziennej powinien być uzupełniony o sieć „tras zielonych” prowadzonych przez tereny wolne od ruchu samochodowego, które mogą służyć do zarówno do przyjemnej jazdy codziennej, jaki i rekreacyjnej.

Co musi się zmienić?

Choć system wrocławskich tras rowerowych wygląda w liczbach i na mapie całkiem efektownie, wciąż są w nim poważne luki utrudniające bezpieczną i wygodną jazdę. Wiele ważnych ulic w mieście wciąż nie posiada żadnych udogodnień dla rowerzystów. Cześć tras w centrum miasta wyposażona jest jedynie w pasy ruchu dla rowerów na jezdni nie zapewniające rowerzystom odpowiedniego poczucia bezpieczeństwa. Starsze drogi rowerowe nie spełniają już standardów jakości, duża część ulic w strefach tempo 30 nie jest realnie uspokojona, a sygnalizacja świetlna na ważnych ciągach komunikacyjnych dyskryminuje rowerzystów, którzy muszą czekać na swoje „krótkie zielone” znacznie dłużej niż samochody. Wrocławskie trasy rekreacyjne nie zawsze zachowują ciągłość i trudno jest nimi podróżować przez miasto, a duża część z nich (niestety nawet nowo powstających) nie posiada nawierzchni utwardzonej, po której można by jeździć w każdych warunkach i o każdej porze roku.

Po czym poznać rowerowe miasto?

Rowerowe miasto to przede wszystkim miasto pełne rowerzystów. Są oni tam widoczni na każdym kroku, a w pewnych jego częściach i w pewnych porach dnia, jak podczas szczytów komunikacyjnych, wręcz dominują na ulicach. Na każdym kroku, w każdej części miasta widać stojaki rowerowe i zaparkowane przy nich rowery. Liczba podróży wykonywanych w rowerowych miastach na rowerze może sięgać nawet połowy wszystkich podróży, ale znaczny, odczuwalny i pozytywny wpływ na miasto ma już udział na poziomie 15-20%. Można to zaobserwować w najbliższych Wrocławiowi miastach niemieckich tuż za polską granicą, czyli w Dreźnie, Lipsku i Berlinie. Są to miasta pod wieloma względami podobne do Wrocławia.

Jak bardzo rowerowy jest Wrocław?

Wrocław w zakresie rozwoju ruchu rowerowego odniósł już znaczący sukces, ale jest to na razie sukces tylko w skali krajowej. Mamy najwyższy wiarygodnie zmierzony udział ruchu rowerowego w podróżach po mieście. Według Kompleksowych Badań Ruchu 2018 wynosi on 6,3%. Ruch rowerowy rośnie, jest lepiej niż w innych dużych miastach Polski, które gonią Wrocław i depczą mu po piętach, ale wciąż to kilkukrotnie mniej niż w pobliskich miastach niemieckich, nie wspominając już o rowerowych liderach Europy – miastach w Holandii, Danii czy Szwajcarii. Rowery i infrastruktura przygotowana dla nich, licząca łącznie prawie 300 km są mocno zauważalne w przestrzeni miejskiej. Niestety najważniejsze dla rowerzystów – czyli system tras głównych, którym docelowo powinno odbywać się ponad 80% podróży rowerem jest gotowy według szacunków tylko w około 60%.

Jakie korzyści rowerowe miasto niesie mieszkańcom?

Rowerowe miasto to nie tylko łatwiejsza jazda rowerem czy tłumy rowerzystów na ulicach. To również lepsza jakość życia mieszkańców. Duży ruch rowerowy zbawiennie wpływa przede wszystkim na trzy najważniejsze bolączki – jakość powietrza, korki w mieście i bezpieczeństwo na drogach. Gdy dużo osób jeździ rowerem, na ulicach jest znacząco mniej samochodów, które zanieczyszczają powietrze spalinami. Powietrze jest lepsze i mamy mniejszy hałas. Rowerzyści sami są odporni na korki, bo jadą swobodnie wtedy, gdy wszystko inne stoi. Rachunek jest prosty. Każdy nowy rowerzysta, to jeden samochód w korku mniej. Przy dużym ruchu rowerowym podróże innymi środkami transportu, zwłaszcza samochodem są szybsze. Mało tego, w miastach z dużą liczbą rowerzystów jest ogólnie mniej wypadków na drogach. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że kierowcy przyzwyczają się tam do wypatrywania rowerzystów, co powoduje, że jeżdżą wolniej i ostrożniej.

Dlaczego rowerowe miasto nie oznacza walki z samochodami?

Działanie na rzecz idei rowerowego miasta wielu osobom kojarzyć się może z walką z samochodami i ich kierowcami. Nie ma w tym wiele prawdy. Nie chodzi tu o zamianę wszystkich jezdni i parkingów samochodowych na „ścieżki rowerowe”, ale o taki podział przestrzeni w mieście, żeby wszyscy mogli się w niej swobodnie poruszać. Czasem przy budowie ułatwień dla rowerów kierowcy rzeczywiście ucierpią punktowo (we Wrocławiu do tej pory to bardzo rzadkie przypadki), ale ogólnie działa to w ich interesie. Zwłaszcza tych, którzy, z różnych powodów samochodem muszą jeździć. Gdy poprawiają się warunki jazdy rowerem na danej relacji, część ludzi zmienia swoje zachowania i ostatecznie, łatwiej jest przejechać tam również samochodem.

Dlaczego Wrocław powinien stać się rowerowym miastem?

Wrocław ma aspiracje bycia nowoczesnym europejskim miastem. Wbrew powszechnym poglądom, nie jest tak, że bogacenie się i rozwój musi oznaczać, że ludzie mają więcej samochodów. Wręcz przeciwnie. Dziś nowoczesne i bogate miasta mają w przeliczeniu na mieszkańca znacznie mniej samochodów niż miasta biedne i zacofane. Charakterystyczną cechą miast zacofanych są korki na ulicach, smród spalin i hałas oraz brak sprawnego transportu publicznego. Co ciekawe, dla ludzi w biednych i zacofanych miastach jazda rowerem jest ujmą i powodem do wstydu. Odwrotnie niż w krajach bogatych, gdzie nawet nawet politycy i biznesmeni wsiadają masowo na rowery. Większość osób uważa, że pod względem liczby samochodów gonimy „bogaty zachód”. Tymczasem nasze miasta mają już znacznie więcej samochodów niż np. miasta niemieckie po drugiej stronie naszej zachodniej granicy. W Berlinie na 1000 mieszkańców jest zarejestrowanych mniej niż 400 samochodów, natomiast we Wrocławiu już prawie 700 i ich liczba niestety cały czas rośnie. Jeśli chodzi o transport bardziej zbliżamy się w tym względzie do modelu Azji, Afryki lub Ameryki z lat 60-tych, niż do nowoczesnej Europy.

Co stoi na przeszkodzie w urzeczywistnieniu rowerowego miasta?

Na przeszkodzie w urzeczywistnieniu rowerowego miasta stoją różne fałszywe przekonania ludzi na ten temat. Większość argumentów przeciwko rowerom w mieście jest całkowicie lub w znacznym stopniu fałszywa. Nie jest tu przeszkodą „brak tradycji” – dobre drogi dla rowerów, jeżeli już są, również w Polsce zapełniają się rowerzystami. Nie jest „zły i zimny klimat” – bo jest on u nas lepszy niż w najbardziej rowerowych państwach Europy, jak Holandia i Dania, gdzie pogoda jest znacznie bardziej kapryśna i znacznie częściej pada i mocno wieje. Państwa te są też dowodem, że ruch nie musi mieć sezonowego charakteru, bo liczba rowerzystów w zimie i w lecie nie różni się tam znacząco. Czyli, nie jest argumentem to, że „drogi rowerowe są przez pół roku puste”. Fałszywe wyobrażenia wynikają z braku własnych doświadczeń z jazdy. Niestety poglądy takie mają wpływ na decyzje osób zarządzających miastem, którzy sami je podzielają, albo boją się opinii publicznej i nie mają odwagi inwestować w infrastrukturę rowerową.

Czemu Wrocław nie jest jeszcze rowerowym miastem?

Teoretycznie budowa systemu tras rowerowych powinna być szybka i łatwa. Jest to nieporównywalnie tańsze od budowy dróg dla samochodów. Infrastruktura rowerowa zajmuje też znacznie mniej miejsca. W praktyce jednak tak nie jest. Bardzo poważną przeszkodą w budowie systemu tras rowerowych jest wciąż popularna wśród mieszkańców Wrocławia wiara w „miasto samochodowe” – czyli w to, że samochód jest najlepszym środek komunikacji w mieście. Ludzie tacy oczekują od władz tego, że zapewni im możliwość swobodnej jazdy samochodem po mieście oraz dostateczną liczbę miejsc parkingowych, najlepiej darmowych. Nie wiedzą oni lub nie przyjmują w ogóle do wiadomości, że obiektywnie nie jest to możliwe. Postrzegają inwestycje w transport rowerowy jako dziwną fanaberię, uleganie jakieś „chwilowej eko-modzie z zachodu” czy uleganie małej i krzykliwej grupie interesu. Zamiast widzieć je jako działanie całkowicie racjonalne podyktowane koniecznością, wynikającą z tego, że transport samochodowy wymaga zbyt dużo przestrzeni, której w mieście obiektywnie nie ma. Mało kto rozumie, że nowoczesny świat odchodzi od samochodów, nie z pobudek ekologicznych, ale dlatego, że pomysł ten się nie udał. Gdy samochód stał się powszechny i dostępny dla każdego, miasta samochodowe dotykał zawsze paraliż komunikacyjny, a ludzie stopniowo uciekali z nich na przedmieścia. Przy takim społecznym postrzeganiu transportu, trudno było władzom miasta wygospodarować zarówno fundusze, jak i przestrzeń na budowę dróg rowerowych. Każda inwestycja dla rowerzystów w centrum miasta przez wielu była i jest odbierana jako niezrozumiały atak na przestrzeń należną kierowcom.

Co musi się stać, żeby Wrocław był rowerowym miastem?

Żeby Wrocław stał się rowerowym miastem nie trzeba już wiele. Trzeba jak najszybciej dokończyć budowę systemu tras głównych, a także poprawić te trasy, które ze względu na złą jakość nie spełniają swojej roli. Żeby to się stało trzeba przeznaczyć na to odpowiednie środki i zdobyć się na odwagę wygospodarowania przestrzeni, z tego czym dziś władają samochody. Trzeba też jak najszybciej zwiększyć priorytet rowerzystów na sygnalizacji świetlnej, aby jadący rowerem nie był opóźniany przez światła na prawie każdym skrzyżowaniu, jak to ma miejsce obecnie. Jeżeli tak jest, to rower traci swój najważniejszy atut, jakim jest szybkość przemieszczania się. Bez tej zmiany wiele osób nie zdecyduje się nigdy na codzienną jazdę rowerem, a tym samym wydatki na drogi rowerowe staną się mniej efektywne. Jeżeli miasto już je buduje trzeba zrobić wszystko, aby zachęć ludzi do korzystania z nich.

Czy Wrocław planuje stać się rowerowym miastem?

To, że Wrocław ma stać się rowerowym miastem właściwie jest już, przynajmniej teoretycznie, postanowione. Rowerzyści są zatem sojusznikiem miasta w realizacji jego własnej uchwalonej i zdefiniowanej polityki transportowej. Tak naprawdę wystarczy, że władze miasta zrealizują swoje własne plany w tym zakresie. Są one zapisane w obowiązujących aktualnie oficjalnych dokumentach miasta. Wszystkie niezbędne działania jakie trzeba wykonać są opisane w Polityce Rowerowej Wrocławia z 2010 roku i Wrocławskiej Polityce Mobilności z 2013 roku, a gdzie konkretnie mają powstać wrocławskie trasy rowerowe mówi Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. Jedyny problem leży w opóźnieniach we wdrażaniu właściwych działań. Odpowiednia dynamika inwestycji rowerowych osiągnięta została we Wrocławiu dopiero w latach 2015-2019 podczas trwania ostatniej kadencji Prezydenta Rafała Dutkiewicza. Złożył on rowerzystom deklarację o wydaniu na inwestycje rowerowe 100 mln zł i, co się rzadko zdarza w polityce, obietnica ta została dotrzymana. Obecnie mamy podobną deklarację od Prezydenta Jacka Sutryka, jeżeli dotrzyma jej, jak swój poprzednik, jest spora nadzieja, że Rowerowy Wrocław za pięć lat będzie już rzeczywistością.

Jak przekonać jeszcze więcej Wrocławian do idei rowerowego miasta?

Jak pokazują różne badania opinii (np. Wrocławska Diagnoza Społeczna 2017) poparcie dla ruchu rowerowego i budowy „ścieżek rowerowych” jest we Wrocławiu już teraz znaczące. Jednakże, nie jest ono odpowiednio mocno ugruntowane. Duża część osób nie ma świadomości jak ważny jest to temat i jak bardzo Wrocław rowerzystów na ulicach potrzebuje. Każda inwestycja odbierająca choćby niewielką ilości przestrzeni zawłaszczonej przez samochody budzi spore negatywne emocje, na których żerują niektóre media podkręcając świadomie konflikt. To wpływa na władze miasta, które obawiają się działać. Trzeba zatem jak najszybciej przekonać ludzi do tego, że rowery są w ich interesie, nawet jeśli są kierowcami, a konieczność ograniczenia ruchu samochodowego jest obiektywną koniecznością, a nie efektem jakichś dziwnych „eko- lewackich ideologii i mód z zachodu”. Żeby ludzie poznali i zrozumieli proste prawdy na temat transportu w mieście trzeba wykonać odpowiednią pracę. Trzeba uruchomić profesjonalne kampanie społeczne z odpowiednim przekazem i odpowiednią skalą, tak aby w ciągu kilku lat do ludzi dotarło to, co dziś jest oczywiste tylko dla specjalistów od transportu. Bez tego konieczne zmiany mogą się nie udać.

Czego potrzeba, aby wzrosło bezpieczeństwo rowerzystów?

W rowerowym mieście rowerzyści na ulicach są bezpieczni. Trzeba do tego zmiany kluczowych trzech czynników. Jednym jest dobra infrastruktura, drugim zmiana zachowań kierowców i trzecim wzrost umiejętności samych rowerzystów.

Pierwsza zmiana zachodzi już stopniowo we Wrocławiu. Powstają coraz lepsze drogi i inne ułatwienia dla rowerów. Druga zmiana też się dzieje, ale tylko do pewnego stopnia. Kierowcy są znaczenie bardziej wyczuleni na obecność rowerzystów na ulicach niż było to wcześniej. Wielu z nich samemu z siebie przepuszcza rowerzystów na przejazdach. Jednak największy problem obniżający bezpieczeństwo to nadmierna prędkość, która jest wciąż powszechnie akceptowana społecznie. Kierowca przekraczający prędkość w mieście najczęściej nie widzi w tym nic złego i nie ma pełnej świadomości jak duże zagrożenie sprawia tym zachowaniem, niechronionym uczestnikom ruchu.

Co do trzeciego czynnika – umiejętności bezpiecznej jazdy samych rowerzystów jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. I wbrew powszechnym opiniom wcale nie jest tu najważniejsza sprawa znajomości przepisów. Owszem, jest ona ważna, ale istotniejsza od niej jest praktyczna umiejętność obserwacji i przewidywania zachowań innych uczestników ruchu, która pozwala przewidzieć i uniknąć większości niebezpieczeństw czyhających w mieście na rowerzystę. Nie uczy tego w Polsce szkoła, bo tradycyjne szkolenie na kartę rowerową nie zawiera elementu jazdy w warunkach realnego ruchu drogowego. Nie uczy tego również dom, bo mało kto ma szczęście mieć w swoim otoczeniu jakiegoś rowerzystę praktykującego codzienną jazdę na rowerze, który mógłby podzielić się z nim swoim doświadczeniem.

Żeby zmienić naszkicowaną wyżej niedobrą sytuację, tzn. wpłynąć na świadomość kierowców i nauczyć początkujących rowerzystów bezpiecznie jeździć należy sięgnąć do sprawdzonych wzorców z krajów, które najlepiej radzą sobie z problemem bezpieczeństwa ruchu. Infrastruktura dla samochodów musi być przebudowana tak, aby szybka jazda samochodem była po niej nie możliwa. Zmianę na ulicach miasta musi poprzeć skuteczna i odpowiednio intensywna kampania społeczna tłumacząca sens zmian. Szkolenie rowerzystów powinno być zaś powszechne tzn. każde dziecko powinno mieć kartę rowerową i umieć poruszać się bezpiecznie na rowerze, a także bazować, nie na teorii, jak teraz, ale na praktyce. Jak przy szkoleniu kierowców na prawo jazdy, gdzie nauka przepisów jest tylko wstępem do nauki jazdy po mieście.