link_mdr
aktualności
2010 :
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 48 |
  5. 49 - 60 |
  6. 61 - 72 |
  7. 73 - 84 |
  8. 85 - 96 |
  9. 97 - 108 |
  10. 109 - 115 |
  min min min min min min min min min min min min
09 sierpnia 2010

Komentarz do ankiety

Słów kilka ciśnie mi się od jakiegoś czasu pod palce, dlatego też piszę swój komentarz do opublikowanej niedawno na stronie internetowej Urzędu Miejskiego ankiety p.t.: „Dialog ze środowiskiem”.

Jak czytamy na wstępie do ankiety „Aby wprowadzać jakiekolwiek zmiany w przestrzeni miejskiej, należy zbadać stan faktyczny i potrzeby jej użytkowników.”

Nic dodać, nic ująć. To jest to. Zdanie wycięte z podręcznika. Szkoda tylko, że tyle już zmian poczyniono ignorując tą prostą zasadę. Czy jednak zaklęcie zadziała?

Jak czytamy dalej, ankieta ma dostarczyć wskazówek „jak uczynić Wrocław miejscem otwartym i przyjaznym dla użytkowników jednośladu”. Jeśli taki jest jej cel, to niestety jest ona mocno wybrakowana. Pytania w ankiecie unikają bowiem jak ognia problemów systemowych: czyli odpowiedzi na zagwostkę: dlaczego jest tak źle skoro jest tak dobrze? Urzędowa ankieta nie zapyta mnie, czy nie widzę problemu w braku woli politycznej dla kwestii rowerowej, czy też bezsilności oficera.

Próbując zachować pozory ankieta zadaje mi inne, arcyciekawe pytania: "Czy słyszał Pan/Pani o działaniach na rzecz rozwoju ruchu rowerowego we Wrocławiu?". Gdy jednak dochodzi do jednego najważniejszych pytań (pyt. 12), podstawowy problem jest dodawany do listy odpowiedzi dopiero po interwencji dziennikarskiej.

Nie chcąc wchodzić szczegółowo w pytania z ankiety (częściowo zrobiła to już Agata Saraczyńska z Gazety Wyborczej), chciałbym bardziej skupić się na tle i kontekście tego epokowego wydarzenia.

Ankieta jest OK, bo to krok w stronę czerpania wiedzy o potrzebach użytkowników. Bez tej wiedzy nie da się zweryfikować prowadzonej polityki, zmierzyć efektów działań prowadzonych za pieniądze podatnika.
Ankieta jest OK, bo otwiera możliwość wypowiedzenia się zwykłym mieszkańcom (mogą głosować wreszcie rękami, nie nogami – czyli pedałując codziennie po mieście).
Ankieta jest OK, pod warunkiem, że znamy jej przeznaczenie i kontekst.

Ja, jak na razie, nie mam jasnego obrazu do czego miałaby być ona wykorzystana. A kontekst znam aż za dobrze.
 

A co mi nie gra w tej ankiecie?

Sam fakt pojawienia się ankiety oceniam pozytywnie. To bardzo budujące, że zauważone zostały potrzeby prowadzenia badań wśród konsumentów pewnej części zadań prowadzonych przez Gminę. Jeśli tylko badania te będą miały swoją kontynuację i efekty, przyklasnę.

Mam jednak małe zaufanie do tej ankiety.

Po pierwsze: czas. Mamy środek lata. Duża część mieszkańców jest na wakacjach, w tym jedna z najliczniejszych grup docelowych – studenci. Pogoda jest piękna i zachęca raczej do jeżdżenia na wycieczki poza miasto, niż po mieście. Natężenie ruchu samochodowego jest znacznie mniejsze, niż poza sezonem urlopowym – co mocno wypacza obraz, na przykład bezpieczeństwa na drogach. Czy to więc przypadek, że ankieta pojawia się w tzw. okresie przedwyborczym, gdy panująca władza chce pokazać, że prowadzi dynamiczny dialog, słucha szarego konsumenta?

Po drugie: sens. Sensem ankiety byłoby tylko wpisanie się w szerszy nurt dialogu, uzupełnienie posiadanej wiedzy i wykorzystanie jej w należyty sposób. O dialogu piszę poniżej, co zaś do wiedzy, to główne bolączki komunikacji rowerowej są znane od lat:

Kto o tym nie słyszał, oznacza, że go to nie interesuje. Ankieta w tym nie pomoże.

Po trzecie: cel i środki. Analizowanie problemów ruchu rowerowego (potrzeb rowerzystów) we Wrocławiu za pomocą ankiety internetowej nie jest miarodajne. Tak, jak nikt przy zdrowych zmysłach nie bada „potrzeb kierowców” za pomocą listy zamkniętych pytań umieszczonej głęboko w sieci, tak pytanie rowerzystów „czego wam potrzeba” li za pomocą (ograniczonej) ankiety w internecie jest chybione.

Gdyby Urząd zechciał posiąść miarodajne dane na tematy poruszone w ankiecie, mógłby wykonać profesjonalne badania opinii publicznej (nie jest to żadna fanaberia: dla tematu wypożyczalni rowerów miejskich w 2008 roku miasto zamówiło zewnętrzną analizę finansową, która zawiera m.in. badania ankietowe). Ankieta internetowa mogłaby być tu uzupełnieniem.

Czytamy też, że za pomocą ankiety Urząd chciałby „poznać szacowaną liczbę rowerzystów w mieście, zobaczyć kto na nie wsiada, jak często i w jakim celu”. Czy aby to jednak właściwa metoda badawcza?

Po czwarte: pranie mózgów. Najmocniej kłującym w oczy i iście demagogicznym zagraniem jest twierdzenie, że ankieta to element „stałego dialogu z rowerzystami, pozwalającego na tworzenie dobrej infrastruktury, nastawionej na użytkownika”.

Owszem, dialog pozwala na tworzenie dobrej infrastruktury. Pozwala. Ale nie gwarantuje.

Kto zechciałby wypróbować na własnej skórze jak wyglądają efekty „stałego dialogu z rowerzystami”, polecam (całkiem niedawno) przebudowywane: ulicę Grabiszyńską, plac Grunwaldzki, ulicę Na Ostatnim Groszu, ulicę Bystrzycką, ulicę Strzegomską, plac Kromera, ulicę Wyszyńskiego, Grota – Roweckiego, Sienkiewicza, plac Bema, ulicę Widok i Bożego Ciała, ulicę Grodzką, etc, etc, etc.

Inwestycje te, albo nie były wcale opiniowane przez użytkowników, albo też ich uwagi równo zlano (oczywiście wycierając się stałym zestawem frazesów: „dialog”, „kompromis”, „w miarę możliwości”, itp. Więcej o tym w naszym Raporcie a.d. 2006).

I nie jest to bynajmniej koniec. W dalszym ciągu pojawiać się będą kolejne efekty dynamicznego dialogu z rowerzystami. Już niedługo: przejście przez trasę W-Z, gdzie pomimo zaplanowanej w Koncepcji Tras Rowerowych „rowerowej bramy” do centrum i wbrew ustaleniom prowadzonych konsultacji projektu, nie powstanie przejazd dla rowerów.

Niestety, jak na razie „wsłuchiwanie się” w potrzeby rowerzystów przynosi słabe efekty, a „dialog” ze środowiskiem rowerzystów, jak słusznie zauważa Matomi, jest najczęściej monologiem.
 

Rozmowy z oficerem ...

Od początku pełnienia swojej misji, oficer rowerowy prowadzi konsultacje projektów i pomysłów. Taka forma dialogu jest ok, jednak nie spełnia wszystkich potrzeb i oczekiwań: możliowści realnego wpływania na kształt polityki rowerowej. 

Zamknięcie procesu dialogu w obrębie działań podejmowanych przez oficera rowerowego miałoby sens tylko wtedy, gdyby była to osoba władna wpływać na wszystkie pozostałe jednostki samorządu Wrocławia. Tak jednak nie jest.

Nie chcieliśmy powołania oficera, żeby rozmawiać z nim o wysokość krawężników w mieście, czy miejscach na stojaki rowerowe. Chcieliśmy osoby decyzyjnej (pełnomocnika prezydenta), a nie szeregowca, który nawet nie może podpisać się swoim nazwiskiem pod urzędowym pismem. A tak, od 2,5 roku dostajemy tylko kolejne dowody, że „kompromis à la Urząd Miejski”, się nie sprawdza. Przykłady? Proszę bardzo:

Więcej o patologii „oficera bez pagonów” oraz efektach „dialogu” magistratu z rowerzystami pisałem tutaj i tutaj. Sytuacja od tego czasu praktycznie się zmieniła.

Może więc rozmawiamy z niewłaściwym człowiekiem?
 

... i rozmowy z prezydentem

Jak przyznał to bez ogródek w 2007 roku prezydent Dutkiewicz, kwestia ulicy Jedności Narodowej zniechęciła go do spotykania się z rowerzystami. Niechęć tę skruszył dopiero 50-kilowy kawał betonu w kształcie Złotego Krawężnika (który nota bene przywędrował, gdy urzędnicy zlali społeczny „Raport o polityce rowerowej Wrocławia” A.D. 2006).

Pomimo deklaracji o chęci spotykania się z rowerzystami, prezydent przez dwa lata nie znajdował dla nich czasu. A kiedy już został przyparty do muru podczas obchodów Europejskiego Dnia Bez Samochodu we wrześniu 2009 (z którego organizacji miasto się wycofało), wyszło szydło z worka, czyli co Dutkiewicz myśli o cyklistach.

Teraz pytanie za 100 punktów: kiedy Dutkiewicz ponownie spotka się ze złymi?
 

Rada za Zespół

Jak już informowaliśmy podczas debaty zorganizowanej na EDBS 2009 (zobacz to na naszej prezentacji), wszelkie rozmowy z rowerzystami prowadzone „na szczeblu” oficjalnie umarły z końcem 2008 roku, po rocznej kadencji tzw. Zespołu do spraw rozwoju ruchu rowerowego.

Zespół ten nie tylko nie był się w stanie spotykać z minimalną częstotliwością, ale też okazał się zupełnie nieefektywny: podczas funkcjonowania Zespołu, który teoretycznie powinien zajmować się opiniowaniem projektów (i likwidowaniem przeszkód) powstał bez opinii ze strony społecznej najbardziej anty-rowerowy projekt ostatniej dekady: Węzeł Drzymały). Urzędnicy działający w Zespole nie potrafili też podjąć tematu promocji komunikacji rowerowej na czas Euro 2012 (choć w pięknie spisanym zakresie obowiązków Zespołu figurowała także promocja).

Zespół zdechł i od ponad półtora roku nie istnieje żadna (choćby teoretyczna) płaszczyzna do rozmów „na szczeblu” (czyli na poziomie co najmniej dyrektora departamentu), a przykład Zespołu dobitnie pokazuje, czemu służą takie ciała.

A jak wyglądał „dialog” władzy z rowerzystami we wcześniejszych latach kadencji Rafała Dutkiewicza? Komu pamięć płata figle, polecamy nasz Raport z 2006 roku:

„Patrząc na obecne poczynania urzędników, trzeba z przykrością stwierdzić, iż we Wrocławiu próby prowadzenia cywilizowanego dialogu [...] okazują są nieskuteczne; dla władzy liczą się tylko działania z pozycji siły”

czy też sprawę kostki na Jądrze Reagana.
 
Mając w pamięci historię Zespołu, a także czas obecny, nie będzie pewnie zaskoczeniem, jeśli napiszę, iż w Urzędzie Miejskim planowane jest wkrótce powołanie do życia tzw. Rady do spraw rozwoju ruchu rowerowego, będącej dokładną kalką Zespołu, z tą różnicą, że powołaną tym razem na czas nieokreślony. Kolejny chwyt reklamowy? Zobaczymy.


Radek Lesisz
 

spacer
Władza dla samej władzy
Władza jest potrzebna samej władzy, po jej zdobyciu mieszkańcy stanowią tylko niepotrzebny balast. Nie chodźcie na wybory, zawsze zostaniecie oszukani.

Marcin

Ankieta
Zgadzam się z tezami artykułu, ale muszę tu dodać, że w okolicach przełomu czerwca i lipca zapukał do mojego mieszkania ankieter firmy badawczej, który na zlecenie UM robił badanie dot. komunikacji miejskiej. Spora ilość pytań dotyczyła też jazdy rowerem po mieście, np. tego jak daleko dojeżdżam, jaka jest jakoś ścieżek rowerowych.

Gloster

@ Gloster
pan ankieter zbiera dane do KBR (kompleksowe badanie ruchu - zupełnie inna bajka) najpewniej. jednym z jego elementów (dzięki Danielowi) jest rr. Na jesień chyba mają być wyniki - wtedy może wreszcie poznamy % rr we Wro i inne ciekawe rzeczy.

radek



ilosc komentarzy: 3
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ - dnia 2017 - 11 - 19
     
   
lista pozostałych artykułów w dziale aktualności
 
home
o nas
działania i opinie
miasto
rekreacja
biblioteka
warto wiedzieć
aktualności
prasa