link_mdr
aktualności
2013 :
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 48 |
  5. 49 - 60 |
  6. 61 - 72 |
  7. 73 - 84 |
  8. 85 - 96 |
  9. 97 - 105 |
  min min min min min min min min min min min min
24 kwietnia 2013

Maya Pedal

Ciąg dalszy historii z podróży The Americas by Cycle - o której pisaliśmy już wcześniej.


Maya Pedal

O Maya Pedal na trasie rowerowej Alaska – Argentyna rozmawia się często. My o tej organizacji po raz pierwszy usłyszeliśmy już w Kanadzie i, jako że sami nasze rowery zbudowaliśmy "z opdadków", nie mogliśmy przejechać obok nie zaglądając do ich warsztatu. Zanim więc odwiedziliśmy perełkę gwatemalskiego kolonializmu, La Antigua, zajechaliśmy do, sąsiadującego z historyczną stolicą, miasteczka San Andres Itztapa, gdzie mieści się owo stowarzyszenie.

Skąd takie zainteresowanie Maya Pedal?

Odpowiedź brzmi - bicimaquinas. Na angielski zgrabnie prztłumaczone jako 'pedal powered machines', po polsku opisowo – urządzenia napędzane za pomocą pedałów, są innowacyjnym wynalazkiem tej organizacji.

Są to proste urządzenia oparte na bazie roweru i zaadoptowane do wykonywania prostych prac; można powiedzieć, że jest to rower stacjonarny, któy przy okazji ćwiczeń wykonuje jakieś zadanie, np. miksuje owoce. Idea bicmaguinas opiera się na założeniu, że mięśne nóg są dużo silniejsze niż rąk, a zatem zaangażowanie ich do zadań normalnie wykonywanych ręcznie może nie tylko je usprawnić i zekonomizować, ale jes też zdrową, przyjazną środowisku i tanią alternatywą.

Bicimaquinas są budowane przy użyciu lokalnie dostępnych materiałów – starych części rowerowych, drewna, cementu i elementów metalowych; są proste nie tylko w użyciu, ale również w konstrukcji i serwisowaniu.

Maya Pedal do tej pory zaprojektowało m.in. pompy wodne, miksery, urządzenia do usuwania kukurydzy z kolby, miąższu ze świeżych ziaren kawy, przyrząd do łuskania orzechów, ostrzenia noży oraz różnego rodzaju młynki. Urządzenia usprawniające codzienną żmudną pracę wielu gospodyń domowych, rolników czy właścicieli małych firm.

W XXI wieku? Nie łatwiej zwyczajnie podłączyć do prądu?

Nie w Ameryce Środkowej. Idea bicimaquinas narodziła się w małej górskiej miejscowości, San Andres Itztapa w połowie lat 90-tych. Cały ten wysokogórski region Gwatemali zamieszkany jest nieprzerwanie od stuleci przez ludność rdzenną, w linii prostej potomków Majów. I mimo najazdu Europejczyków ponad pięć wieków temu, niewiele zmieniło się w ich codziennym życiu. Sprawniej posługują się językimem kakchiquel niż hiszpańskim, kobiety noszą tradycyjne stroje, a podstawą diety jest kukurydza, w wielu miejscach ciągle jeszcze uprawiana według 260-dniowego kalendarza rolniczego Majów. Jedynie usilne próby chrystianizacji odbiły się na ich wierzeniach, które są interesującą mieszanką katolicyzmu i lokalnych rytuałów. Jest to równocześnie najbiedniejszy region Gwatemali i jeden z najuboższych na świecie; wiele osób żyje tu za mniej niż $2 dziennie.

Większość prac gospodarczych wykonywana jest tu ciągle ręcznie przy użyciu najprostszych narzędzi. Do tego dochodzi tło historyczne; w połowie lat 90-tych ostatecznie zakończyła się wyniszczająca wewnętrzna wojna, skutkiem której wiele gospodarstw domowych pozbawionych zostało męskiego pierwiastka. Brakowało nie tylko rąk do pracy, ale również siły, której mężczyźni niewątpliwie mają więcej. I tu pojawiła się potrzeba na proste w konstrukcji i obsłudze maszyny, które bez większych wydatków usprawniłyby pracę kobiet.

No i ktoś wpadła na pomysł, żeby rowery przerobić na maszyny rolnicze?
Mniej-więcej. Carlos, ojciec bicimaguinas; człowiek imający się różnych zawodów, ale od zawsze miłośnik rowerów, wyszedł z prostego założenia – mięśnie nóg są znacznie silniejsze niż rąk, więc jeśli udałoby się zaadoptować tę siłę do prac wykonywanych ręcznie, usprawniłoby to zdecydowanie codzienne zajęcia. W wielu krajach Ameryki Łacińskiej rower ciągle jest popularnym środkiem codziennego transportu, a więc materiałów Carlosowi nie brakowało. Na pierwszy ogień poszło usuwanie ziaren kukurydzy z kolby – zajęcie tak podstawowe w Gwatemali, jak mycie zębów. Zaczął on eksperymentować z elementami starych rowerów i owym urządzeniem do kukurydzy i tak powstała pierwsza bicimaquina.

W 1997 roku o działalności Carlosa usłyszała kanadyjska organizacja PEDAL, która zaangażowała się w sformalizowanie tego, co działo się w warsztacie rowerowym w San Andres Itzapa. Przez cztery lata nadzorowali i szkolili osoby zaangażowane w projekt, aż w 2001 roku doszło do zarejestrowania samodzielnego stowarzyszenia Maya Pedal. PEDAL też od początku i regularnie wspomaga swojego gwatemalskiego młodszego brata corocznymi dostawami używanych rowerów. Maya Pedal otrzymuje też sporadyczne dostawy od innych amerykańskich i kanadyjskich organizacji.

Jak wygląda obecnie działalność Maya Pedal?

O godzinie 9 rano wolontariusze otwierają ogromne drzwi garażowe warsztatu i zaczyna się serwisowanie rowerów. Te przysłane kontenerowcami z Kanady czy USA stoją, poukładane rozmiarami na dachu; każdy wolontariusz wybiera sobie jeden (najlepiej rozmiar kół '26 albo dziecinny, ponieważ Gwatemalczycy są generalnie niźsi niż mieszkańcy Amryki Północnej, a ponadto lubią jeździć na za małych rowerach, tak że jak się zatrzymają, to – ciągle siedząc na siodełku – dotykają stopami ziemi), dokonuje generalnego przeglądu, czyści i naprawia, to co zepsute. Do naprawy wykorzystuje się głównie części używane, odzyskane z rowerów, które nie nadawały się do ponownej sprzedaży. Taki gotowy rower zostaje wyceniony przez Carlosa i ląduje w sali sprzedaży.

Ponadto Maya Pedal oferuje również serwisowanie rowerów. W takiej małej wiejskiej miejscowości są to najczęściej drobiazgi, jako że ludzie nie mają tam nawet najprostszych narzędzi. W czasie naszego pobytu najpopularniejszym serwisem było łatanie dętek. Często dzieci przyprowadzały swoje rowery z kapciem, bez hamulców i z oponami zdartymi do gładkości, ale naprawić chciały tylko kapcia. Na tyle było je stać, bo przecież bez hamulców i z gładkimi oponami ciągle jeszcze można jeździć, ale bez powietrza w dętkach już nie. O godzinie 5 po południu drzwi są zamykane  i warsztat staje się domem dla wolontariuszy.

No a co z bicimaquinas?

Aczkolwiek wydaje się to nieuzasadnione, bicimaquinas proponowane przez Maya Pedal są drogie i ci najbardziej potrzebujący nie mogą sobie na nie pozwolić. Pewnego popołudnia trzy kobiety w tradycyjnych strojach zatrzymały się przy drzwiach warsztatu i nieśmiało przyglądały się, wciśniętej w róg i obstawionej czekającymi na naprawę rowerami, maszynie do usuwania ziaren kukurydzy z kolby. Zagadnięte przez jednego z wolontariuszy, zapytały o cenę, ale gdy ją usłyszały, podziękowały.

W czasie naszego pobytu w Maya Pedal nie było nawet sali wystawowej bicimaquinas; podobno tymczasowo była używana jako sala do sprzedaży rowerów w promocji. Na trzy pokazowe egzemplarze 'maszyn rowerowych', dwa wymagały naprawy. Nie mówiąc już o broszurach informacyjnych, czy materiałach pokazowych – takowe rzeczy w Maya Pedal nie istnieją; zdarzało się, że do warsztatu zaglądały osoby zainteresowane projektem, ale funkcjonowaniu maszyn musiały przyglądać się 'na sucho', bo brakowało kolb kukurydzy, czy owoców do zmiksowania.

Tak naprawdę sprzedawanie używanych i odrestaurowanych rowerów jest głównym zajęciem gwatemalskiej organizacji; Maya Pedal to też dobre miejsce, aby załatać kapcia. Wielu mieszkańców San Anders zapytanych przez nas o bicimaquinas nie miało pojęcia o czym mówimy. Maya Pedal znane jest w miasteczku, jako dobry warsztat rowerowy, gdzie za darmo pracują 'gringos'.

Gdzieś pomiędzy staraniami, aby ta organizacja jakoś funkcjonowała i aby rachunki były opłacone, zagubiła się idea przewodnia. Co prawda na stronie internetowej Maya Pedal są szczegółowo opisane projekty i instrukcje do samodzielnego skonstruowania bicimaquinas, ale jeśli przeciętny mieszkaniec Gwatemalskiej wioski nie ma kleju do dętek, to trudno sobie wyobrazić, żeby miał np. spawarkę (zakładając, że będzie miał dostęp i umiejętności, aby owe projekty znaleźć w Internecie).

Niestety brakuje w tej organizacji podstawowego programu dofinansowań dla tych, którym takie urządzenia są naprawdę potrzebne.

Obecnie bicimaquinas zyskują nowe zastosowanie. W erze popularyzacji odzyskiwalnych źródeł energii i proekologicznych zachowań częściej można je zobaczyć np. w restauracji serwującej świeżo ‘wypedałowane’ soki, gdzie jest dobrym chwytem marketingowym, czy w różnego typu eko-projektach, jak wspomniany na naszym blogu Chocosolar (Oaxaca, Mexico), który specjalizuje się w produkcji naturalnych w 100% czekoladek przy użyciu wylącznie odzyskiwalnych źródeł energii.

Marta Tajsiak
www.theamericasbycycle.com



ilosc komentarzy:
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ - dnia 2017 - 06 - 28
 
 
   
lista pozostałych artykułów w dziale aktualności
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 48 |
  5. 49 - 60 |
  6. 61 - 72 |
  7. 73 - 84 |
  8. 85 - 96 |
  9. 97 - 105 |
  1. Rowery a Wrocławski Budżet Obywatelski 2013
  2. Wiadukt na Chociebuskiej tylko dla pieszych i rowerów
  3. Projekt kładki pod mostami Warszawskimi na lewym brzegu Odry
  4. Rampa pod wiaduktem na Legnickiej zostanie przebudowana
  5. Co można poprawić na placu Powstańców Wielkopolskich?
  6. Wrocław w awangardzie krawężnikowej
  7. Plany strefowego uspokojenia ruchu na Nadodrzu
  8. Relacja ze spotkania Rady Rowerowej 02-12-2013. Plany na rok 2014
  9. Plany montażu stojaków rowerowych w 2014 roku
  10. Zaproszenie na Noc Galerii 14.12.2013: będzie dr Bike i Documenta Cyclista
  11. Powstał fragment dobrej trasy rowerowej na Powstańców Śląskich
  12. Uwagi WIR do Regionalnego Programu Operacyjnego 2014-2020
 
home
o nas
działania i opinie
miasto
rekreacja
biblioteka
warto wiedzieć
aktualności
prasa